Background
Mann,48 Jahre,Warszawa, Polen
752
Letztes Mal online: 26.03.2026, im service vom:
Über michJestem osobą hetero, więc w oczywisty sposób to szanowne koleżanki są w centrum moich zainteresowań. Dodam jednak, że charakteryzuję się przy tym dość nieortodoksyjnym rozumiem słowa “kobieta” (patrz: metryczka 😉).

Co do pozostałych preferencji: wygląd i wiek mają dla mnie znaczenie drugorzędne. Ważniejsze są dla mnie inne przymioty, które sprawią, że wspólnie spędzony czas trudno będzie nazwać straconym i nie chodzi wyłącznie o seks, a może zwłaszcza nie o ten aspekt relacji.

Natomiast jeśli zaiskrzy/pojawi się chemia, możesz być pewna, że będę Cię traktował i adorował jak na to zasługujesz lub jak tego pragniesz/potrzebujesz.

Tym niemniej:
1. nie przyjmuję żadnych zaproszeń od Panów i nie odpowiadam na Wasze wiadomości,
2. nie interesuje mnie żadna forma finansowej relacji (w którąkolwiek stronę)
3. seks wyłącznie w zabezpieczeniu.

​Co do reszty to już ewentualnie na priv.
Ich suche
Personen vom Geschlecht:Frau, Transsexuellen
Zweck:Lose Bekanntschaft, Persönliches Treffen, Sex ohne Verpflichtung, Längere Beziehung
Im alter von:von25bis60Jahre
Angaben
Name:Rafał
Sprache:Polnisch
Größe:179 cm
Sternzeichen:Wasserman
Haare:Braunhaarig
Beziehungen:In der Ehe
Alkohol:Ich trinke nicht
Zigaretten:Ich rauche nicht
Ausbildung:Hochschulabschluss
DruhBorciuch
Photo in gallery
DruhBorciuch
P.S. Mała glosa: ja wiem, że wielu zjebów i tak nie czyta tego, czego byście nie napisały, bo to przecież ludzie czynu i tylko by ruchali (zazwyczaj wyłącznie za pośrednictwem klawiatury w zaciszu własnego pokoju), ale są tacy - jak chociażby niżej podpisany - którzy nie spamują wszystkich profili jak leci. Jak widzę, że nie pasuję do preferencji użytkowniczki to sobie po prostu odpuszczam, choć czasem tylko napiszę komplement w stronę autorki z podziękowaniami za dopieszczony profil (są i takie - jak widać są się 😊).
DruhBorciuch
Photo in gallery
Ponieważ nie mam nic ciekawego do roboty po powrocie do hotelu, wiec niestety naszła mnie ochota na kolejny długaśny wpis w jeszcze bardziej zrzędliwym tonie niż ostatnio. Tym razem w formie petycji do dużej części koleżanek.
Drogie Panie, nie będę rościł sobie prawa do pisania w imieniu innych do mnie podobnych, ale pozwolę sobie na mały apel, pod którym — jestem tego prawie pewien — podpisałoby się całkiem sporo grono innych użytkowników: uzupełniajcie - na litość boską - swoje profile. Chociaż trochę. Symbolicznie. Dwa zdania. Cokolwiek!
Ja wiem, że ani regulamin portalu, ani brutalna rzeczywistość rynku randkowego tego od Was nie wymaga, wszak zawsze znajdzie się tłum nadgorliwych “romantyków”, którzy napiszą „hej śliczna, co tam?” zanim jeszcze zdążycie dodać zdjęcie. To jest jak deszcz w listopadzie — nikt go nie chce, wszyscy narzekają, ale i tak pada.
Ale skoro już wiecie, że ktoś i tak napisze, to może chociaż wrzućcie ze dwa słowa o sobie lub przynajmniej wypełnijcie porządnie metryczkę, żeby taki nieszczęśnik wiedział, czy ma pisać jako człowiek jeszcze czy od razu w roli antropologa badającego nieznany gatunek. Ja sam często nie wiem, czy mam zaryzykować zaproszenie na randkę, czy od razu zgłosić zaginięcie. Zazwyczaj sobie wówczas odpuszczam, choć parę razy złamałem tę zasadę — i jak to w życiu bywa, raz wyszło świetnie, innym razem … edukacyjnie.
To już nie chodzi nawet, że nie szanujecie - świadomie lub nie - takich absztyfikantów jak ja, to akurat zniosę z pomocą odpowiedniego wsparcia farmakologicznego. Natomiast ja to odbieram inaczej (a jak wiadomo własna perspektyw jest zawsze “najmojsza”) i to w sposób, który Wam chwały bynajmniej nie przynosi. Z takim podejściem albo liczycie na magię dużych liczby - przecież w masie tysięcy randomowych adoratorów musi się trafić ten jeden wymarzony - albo jest Wam w zasadzie wszystko jedno, więc po co się starać. Szacuje ostrożnie, że co najmniej ⅓ koleżanek nie wybiera nawet czy szuka innych pań, kolegów czy innej opcji. Sprawdźcie sami bawiąc się filtrami.
Mam oczywiście świadomość, że prawie nikt tego nie przeczyta (za dużo słów oraz brak jest zdjęć kutasów czy cycków), ale postanowiłem sobie - i mam nadzieję jeszcze kilku osobom myślącym podobnie - zrobić dobrze tym wpisem, bo profil tego portalu do tego zobowiązuje.
DruhBorciuch
Photo in gallery
Tak się składa, że właśnie wylądowałem (dosłownie) na kilka dni w Paryżu i choć to efekt mojej przemyślanej decyzji, niestety jednocześnie nie odczuwam w związku z tym żadnej satysfakcji. Jednak skoro już jestem w tym mieście miłości, imigrantów, ale też literatów czy ogólnie artystów, to dostosuję się do lokalnej atmosfery i dam upust własnej nerwicy (zdiagnozowanej jako grafomaństwo), a tym samym popełnię post w duchu zupełnie nietypowym dla tego miejsce (chodzi o portal, a nie Paryż rzecz jasna). Zacznę - a jakże - od początku. Otóż nie będzie odrobiny przesady w tym gdy napiszę, że nie pamiętam okoliczności (to akurat może trochę kojarzę) ani motywów, jakimi się kierowałem, gdy zakładałem tu po raz pierwszy konto (te obecne jest już kolejnym). Ta amnezja nie jest bynajmniej rezultatem posiadania dość zaawansowanej liczby w moim numerze pesel - autentycznie nie mam pojęcia co mnie wówczas podkusiło. Natomiast w tej całej opowiastce ważne jest, że pierwszy tydzień czy dwa były niczym miesiąc miodowy czy raczej mocno przeciągnięty dzień dziecka. Wszystko wydawało się świeże a możliwości wręcz nieskończone. Czułem się trochę jak odkrywca, który wylądował na nowym kontynencie pełnym kolorowej flory i fauny, choć jeszcze nie będący świadom, że za najbliższym wzniesieniem czyhają na niego grząskie i przepastne bagna (tudzież kadzie ekskrementów, czyli mówiąc wprost: gówna). Czytałem opisy (tak ku…, ktoś je tutaj czyta), pisałem wiadomości, czasem dostawałem odpowiedź, czasem nie — ale nawet jej brak wydawał się wtedy częścią ekscytującej przygody. Jednak dość szybko zaczęła przychodzić faza bardziej realistyczna. Odkryłem, że ten portal ma swoją specyficzną “fizykę” społeczną. Na ten przykład są tu zjawiska przypominające czarne dziury — wysyłasz wiadomość i ślad po niej ginie - czy też supernowe: profile, które nagle pojawiają się z ogromnym blaskiem, zbierają setki reakcji, a po góra tygodniu znikają równie spektakularnie. Są też rzeczy znacznie bardziej nieprzyjemne, ale to historia na inną opowieść czy nawet całą serię wpisów. Dlatego obecnie jestem głównie znużony, choć może to jeszcze nie jest to typowa dla mnie faza seksualna, kiedy to wszystko i wszystkich pierd…ę. Tym niemniej nie chciałbym jednak pozostawić po tym wpisie wrażenia, że jest on efektem jakiejś wyjątkowej frustracji. Gdyby tak było, już dawno bym tu nie zaglądał, a dzięki obecności w tym miejscu poznałem (głównie wirtualnie, ale też w realu) kilka fantastycznych koleżanek. Niewykluczone iż po cichu liczę, że w rezultacie tego dziwacznego postu trafi się rozmowa (być może z kimś równie znudzonym jak ja), która okaże się znacznie ciekawsza niż wszystkie inne - w rodzaju „hej, co tam?”, „ruchasz się” - razem wzięte. Ale prawda jest taka, że pewne rzeczy zaczynają zwyczajnie być już dla mnie męczące do granic rozdrażnienia. I ten wpis (i zakładam kolejne) traktuję jako rodzaj swoistego wentylu bezpieczeństwa, jeśli chcę tu jeszcze chwilę posiedzieć bez metamorfozy w nieznośnego malkontenta. P.S. Mam nadzieję, że nie zmęczyłem Was tą ścianą tekstu, natomiast obiecuję, że kolejne tego rodzaju wpisy będą znacznie bardziej lakoniczne.
DruhBorciuch
Photo in gallery