Dunkler Modus
Webseite: Neuigkeiten, Applikation, Hilfe, Geschäftsbedingungen, Datenschutzerklärung, Kontakt, Cookie-Einstellungen
Über michNie zabiorę do Abu Dhabi. Mogę zaoferować luksusową wycieczkę do wielkiego miasta. A właściwie, to na jego peryferie. Dalekie. Rowerem. Żyję skromnie, za to bez luksusów. Zarabiam tyle, co kot napłakał; starcza jedynie na waciki jak to mawiała Rysia III Waza. Ledwo wiążę koniec z końcem a i biedę klepię końcówką od mopa.
Jestem milionerem. "Milioner" na krążku DVD, waluta w wersji aromatyzowanej, "Miliony monet" na ulubionej playliście. Chciałem bank. Został Bang. Cillit. I z rewolweru barwne chorągiewki. (To dobre jest; może jakiś polski Eminem wykorzysta to w swoim szlagierze).
Okna bez klamek. Złotych. Z kranu woda, o dziwo!; nie żaden 'Dżony Łokier'. Zamiast hiszpańskich płytek, widok płyty chodnikowej z pozycji balkonu. Namacalny kontur warunków socjalno-bytowych z jakimi muszę toczyć potyczkę w chwili obecnej. Dupę wozi kilkunastoletnia 'włoszczyzna' nadgryziona nieco zębem czasu. Włochy pod nosem, to i słabość do Serie A, spaghetti bolognese, 'Aqua di Gio' od Giorgio Armani.
Ani pozycji, ani wyglądu; żadnej Ani. Intuicja ponad inteligencję. Jeżeli noszę w sobie znikomy pierwiastek takowej, zapewne zawdzięczam ją "Najsłabszemu ogniwu", "Jednemu z dziesięciu" czy innej "Awanturze o kasę". W 1912 roku zatonął Titanic, IKEA nie jest stolicą Skandynawii a betulina, to biały barwnik kory brzozy. Mnie to nie bawi; ja się z tego śmieję.
Lubię robić jolki. Długopisem. Przy kubku ciepłej herbatki. Fajną Jolkę też mogę zrobić; z ciała albo z twarzy. Przy akordach Budki Suflera, z 'odkluczonym' winkiem; słodkim, burgundowym. Zodiakalny ptak. Niebieski. Czytaj Sagittarius.
Wiem, co to 'huncwot', 'urwipołeć', 'świszczypała'. Za młodu namiętnie studiowałem słownik wyrazów obcych. Chciałem. Pisałem do szuflady. Żywię nadzieję, iż po śmierci moje wiersze nabiorą siły przebicia. Niechaj młodzież recytuje je w szkole na baczność. Albo bez baczności. Z przekąsem. Lekko.
"Biały powoju kwiatek uszczyknąłem,
I końcem rożka włożywszy do ucha,
Słyszałem - przez kwiat..."
A, nieee; to nie ja. To Słowacki. O jeden wers za daleko. Solarium. Fitness. Manicure. To wszystko nie jest dla mnie. Pacierza i pięknym kobietom nie odmawiam. Odnalazłem siebie w książce. Zaskakujące. Byłem pewien, że Maria Pawlikowska w dziele zatytułowanym "Księga dobrych myśli", nie poświęci mojej personie 365 dni zamkniętych w papierowej teksturze. Miłe. Wspólny mianownik z gwiazdą srebrnego ekranu - pułkownikiem Wołodyjowskim. I nie; nie o wzrost się tutaj rozchodzi. Skądinąd, moje 183 centymetry zasłużenie górują nad pierwszą szablą Rzeczypospolitej. Urosłem. Możesz nałożyć szpilki. Tylko nie chodź w nich po głowie. I nie wbijaj komuś w plecy.
Wenecja, Bagdad, Szwecja; perły w koronie wielkopolskiego anturażu 'odfajkowane'. Zdobyte. Niczym Ziemia Ognista przez Ferdynanda Magellana. Chciałbym do Szwajcarii. Nad tamtejsze morze. Pomoczyć stopy, zjeść gofra o smaku kebaba. Alergia, co prawda nieudokumentowana medycznie, na czerninę, dwulicowość, analfabetyzm. Tajemnicą 'Poliszynszyla' jawi fakt, dlaczego profesor Miodek osiwiał w tak zastraszającym tempie. "Trzepiają", "Poczebuję", "Wkącu" - cytaty ze społeczeństwa, które nie wyssało błyskotliwości z mlekiem matki. Otumanione erą cyfryzacji zapomina języka w gębie. Ojczystego. Wykruszone Popularne zamiast mózgu. Ludzkość nad przepaścią. Intelektualną.
Artur 'Kinomaniak' Pietras. Bez Artura. I aliasu Pietras. Sam kinomaniak. Lubuję w twórczości Quentina Tarantino. "Pulp fiction", "Jackie Brown", "Bękarty wojny". Pewnie znasz. Ogromne wrażenie biorąc pod uwagę obraz polskiej kinematografii, wywarło na mnie portfolio niejakiego Smarzowskiego. Zwłaszcza "Dom zły". Arcydzieło. Majstersztyk. Majonez.
"Knajpę z domu robisz? Znowu zaczynasz!? Uważaj ku*wo, bo się skończy. Za dobrze było, co? Znowu Cię zaczęło nosić!? Dupy chcesz dawać!? Łajdaczyć się!? To wypie*dalaj."
Jestem milionerem. "Milioner" na krążku DVD, waluta w wersji aromatyzowanej, "Miliony monet" na ulubionej playliście. Chciałem bank. Został Bang. Cillit. I z rewolweru barwne chorągiewki. (To dobre jest; może jakiś polski Eminem wykorzysta to w swoim szlagierze).
Okna bez klamek. Złotych. Z kranu woda, o dziwo!; nie żaden 'Dżony Łokier'. Zamiast hiszpańskich płytek, widok płyty chodnikowej z pozycji balkonu. Namacalny kontur warunków socjalno-bytowych z jakimi muszę toczyć potyczkę w chwili obecnej. Dupę wozi kilkunastoletnia 'włoszczyzna' nadgryziona nieco zębem czasu. Włochy pod nosem, to i słabość do Serie A, spaghetti bolognese, 'Aqua di Gio' od Giorgio Armani.
Ani pozycji, ani wyglądu; żadnej Ani. Intuicja ponad inteligencję. Jeżeli noszę w sobie znikomy pierwiastek takowej, zapewne zawdzięczam ją "Najsłabszemu ogniwu", "Jednemu z dziesięciu" czy innej "Awanturze o kasę". W 1912 roku zatonął Titanic, IKEA nie jest stolicą Skandynawii a betulina, to biały barwnik kory brzozy. Mnie to nie bawi; ja się z tego śmieję.
Lubię robić jolki. Długopisem. Przy kubku ciepłej herbatki. Fajną Jolkę też mogę zrobić; z ciała albo z twarzy. Przy akordach Budki Suflera, z 'odkluczonym' winkiem; słodkim, burgundowym. Zodiakalny ptak. Niebieski. Czytaj Sagittarius.
Wiem, co to 'huncwot', 'urwipołeć', 'świszczypała'. Za młodu namiętnie studiowałem słownik wyrazów obcych. Chciałem. Pisałem do szuflady. Żywię nadzieję, iż po śmierci moje wiersze nabiorą siły przebicia. Niechaj młodzież recytuje je w szkole na baczność. Albo bez baczności. Z przekąsem. Lekko.
"Biały powoju kwiatek uszczyknąłem,
I końcem rożka włożywszy do ucha,
Słyszałem - przez kwiat..."
A, nieee; to nie ja. To Słowacki. O jeden wers za daleko. Solarium. Fitness. Manicure. To wszystko nie jest dla mnie. Pacierza i pięknym kobietom nie odmawiam. Odnalazłem siebie w książce. Zaskakujące. Byłem pewien, że Maria Pawlikowska w dziele zatytułowanym "Księga dobrych myśli", nie poświęci mojej personie 365 dni zamkniętych w papierowej teksturze. Miłe. Wspólny mianownik z gwiazdą srebrnego ekranu - pułkownikiem Wołodyjowskim. I nie; nie o wzrost się tutaj rozchodzi. Skądinąd, moje 183 centymetry zasłużenie górują nad pierwszą szablą Rzeczypospolitej. Urosłem. Możesz nałożyć szpilki. Tylko nie chodź w nich po głowie. I nie wbijaj komuś w plecy.
Wenecja, Bagdad, Szwecja; perły w koronie wielkopolskiego anturażu 'odfajkowane'. Zdobyte. Niczym Ziemia Ognista przez Ferdynanda Magellana. Chciałbym do Szwajcarii. Nad tamtejsze morze. Pomoczyć stopy, zjeść gofra o smaku kebaba. Alergia, co prawda nieudokumentowana medycznie, na czerninę, dwulicowość, analfabetyzm. Tajemnicą 'Poliszynszyla' jawi fakt, dlaczego profesor Miodek osiwiał w tak zastraszającym tempie. "Trzepiają", "Poczebuję", "Wkącu" - cytaty ze społeczeństwa, które nie wyssało błyskotliwości z mlekiem matki. Otumanione erą cyfryzacji zapomina języka w gębie. Ojczystego. Wykruszone Popularne zamiast mózgu. Ludzkość nad przepaścią. Intelektualną.
Artur 'Kinomaniak' Pietras. Bez Artura. I aliasu Pietras. Sam kinomaniak. Lubuję w twórczości Quentina Tarantino. "Pulp fiction", "Jackie Brown", "Bękarty wojny". Pewnie znasz. Ogromne wrażenie biorąc pod uwagę obraz polskiej kinematografii, wywarło na mnie portfolio niejakiego Smarzowskiego. Zwłaszcza "Dom zły". Arcydzieło. Majstersztyk. Majonez.
"Knajpę z domu robisz? Znowu zaczynasz!? Uważaj ku*wo, bo się skończy. Za dobrze było, co? Znowu Cię zaczęło nosić!? Dupy chcesz dawać!? Łajdaczyć się!? To wypie*dalaj."
Ich suche
Personen vom Geschlecht:Frau
Angaben
Sprache:Polnisch
Sternzeichen:Schütze


